Witam :)
Chciałabym opowiedzieć o mojej pielęgnacji włosów. Myślę, że nie ma się jeszcze czym chwalić, ale chciałabym aby te wpisy posłużyły mi jako porównanie efektów dzisiejszych z przyszłymi (oby lepszymi!).
Na wstępie powiem, że moje włosy są cieniutkie, słabiutkie i wypadają garściami (niestety więcej niż te 100 dziennie.. dużo więcej. ..). Nie prostuje ich (używanie prostownicy dosłownie raz na rok), susze suszarką co drugi dzień (ciepły, ale nie gorący nawiew, na koniec zimny. Nie mogę sobie pozwolić na suszenie tylko zimnym albo zostawienie do wyschnięcia, bo skończy się na przeziębieniu :/).
Lubię je kręcić, ale denerwuje się strasznie przy tym więc tego nie robię :( po za tym efekt i tak utrzymuje się koło godziny...
Jeśli chodzi o porowatość to trudno mi ją określić, ale wydaje mi się, że są średnioporowate.
Farbowałam je tylko dwa razy, pianką Palette, kilka lat temu.
Największy grzech to chyba tapirowanie i lakierowanie.. Cóż.. normalnie nie tapiruję.. ale czasem są tak męczone przez ok. miesiąc.. dzień w dzień.. a później dochodzą do siebie..
Zacznijmy od czasu, gdy byłam mniejsza od misia ;3
Urodziłam się wyglądając trochę jak nie typowa Polka.. długie czarne włoski, czarne oczy i skóra też do bladych nie należała :3 szkoda, że karnacja się nie utrzymała, szybko stałam się dość.. blada :(
Ale co do włosków, jako dziecko nie byłam zaprowadzana często do fryzjera, końcówki były podcinane, ale nie jakoś bardzo często. Ładnie sobie rosły :) pamiętam, że używałam takiego fajowego słodkiego szamponu z schaumy dla dzieci :3 bardzo go lubiłam :)
Ale gdy poszłam juz do szkoły, przeszłam na "normalne" szampony. To w końcu takie dorosłe :3 Mamuś nauczyła mnie, że po każdym myciu szamponem trzeba odżywkę nałożyć. No i tak robiłam. W podstawówce (tak do IV klasy) miałam włosy tak mniej wiecej do łokci, może nawet trochę dłuższe :)
Mamuś lubiła mi karbować włosy, nauczyła jak suszyć włosy samej suszarką i modelować szczotką. Mimo wszystko nie miałam z nimi żadnych problemów :) dziwiłam się koleżance, że narzeka na rozdwojone końcówki (jak można doprowadzić je do takiego stanu? To wgl możliwe? Co trzeba robić żeby zniszczyć końcówki? ) No jakoś nie mogłam zrozumieć, że można mieć zniszczone końcówki.
Potem ścięłam włosy do ramion.
Na początku fajnie, zmiana. Ale potem żałowałam :(
I muszę powiedzieć, że już nigdy nie udało mi się osiągnąć poprzedniej długości. Włoski podrosły, D. ścięła. Pocieniowała. Fajnie :) super się układały i wgl. Cud, miód i orzeszki.
I tak były sobie zdrowe.. do ostatniej klasy gimnazjum. I nagle zniszczone końcówki. No jak to? Przecież dbam o nie. Tak samo jak zwykle. No co jest? Do tej pory się nie dowiedziałam "co jest" bo nadal mam ten problem.. a mam już prawie 21 lat..
Ale ale, włoski są już do ok. końca łopatek. Supcio :)
Z końcówkami jednak trzeba coś zrobić... żadne ścięcia, jedwaby, olejki nie pomagały. O przestaniu suszenia suszarka nie ma mowy, bo wtedy ich stan jest jeszcze gorszy :p
Całe liceum jakoś minęło razem z rozdwojonymi końcówkami.
No dobra. Czas na studia. Tak! Udało się! Jest kierunek jaki chciałam! I na tym kierunku spotkałam koleżankę. Zawsze chwalę czyjeś włosy jeśli są śliczne no i koleżance też pochwaliłam. Opowiedziała mi o blogu Anwen i wgl. No oke. Zaczęłam czytać. Tyle było informacji że nie wiedziałam od czego zacząć. Zaczęłam od olejów.
Na początek kokosowy. Efekt generalnie ok. Po myciu słyszę, że są śliczne i wgl.. ale to krótkotrwały efekt. Ale i tak lubię ten olej.
W między czasie dostałam TT. Super się spisywał :) ale na początku.. po roku używania już nie używam, ale to innym razem.
Baby dream. Byłam jakoś sceptycznie do niego nastawiona od początku. W końcu koleżanka mnie przekonała.
Ale miałam racje :( więcej na pewno go nie kupię, włosy po nim były w tragicznym stanie. Ich stan poprawił się szybko po odstawieniu szamponu.
Znalazłam w drogerii szampony firmy Green Pharmacy. Nie mają SLS, ale mają jego bliskiego kuzyna. W każdym razie moje włosy bardzo się z nim polubiły. Z tej samej firmy mam też balsam do włosów, eliksir (bajeczna nazwa :3), jedwab i olejek łopianowy.
Niestety szampon ten nie radzi sobie z umyciem włosów po olejowaniu. Dlatego musiałam kupić coś mocniejszego. Przed moim wlosomaniactwem używałam różnych szamponów, rzadko wracałam do poprzedniego, zawsze jakiś inny. Jednak moimi ulubionymi są szampony Pantene (tak, wiem. "Bomba" chemiczna dla włosów). Właśnie po tym stwierdziłam, że moim włosów to w sumie Sls w niczym nie przeszkadza.. także po skończeniu buteleczki z GP stosowałam sam Pantene i włoski nadal były ładne.
Ale dostałam coś z UK. Szampon, odżywkę i olejek na końcówki. Argan Oil (napisze o nich w innym poście). Są made in china, ale efekt po nich... no cudo. Nie mogłam przestać chwilami głaskać włosów :) niestety zaraz się skończą, a tu nie są dostępne...
Parę dni temu kupiłam maski Kallos Omega i Keratin. Zobaczymy jak się sprawdzą. :)
Włoski po masce omega:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz