sobota, 21 marca 2015

Argan Oil treatment

Pewnego dnia dostałam mały prezent w postaci zestawu do włosków. Szampon, odżywka i olejek.


Nie będę się długo rozpisywać, ale efekt po nich jest zdumiewający.

Włosy są naprawdę miłe w dotyku, mięciutkie, gładkie, lśniące.. no ideał.
Skład składem, wyprodukowany w Chinach, ale jak dla mnie liczy się efekt :)
Szkoda mi strasznie, że nie jest dostępny w Polsce (przynajmniej ja nie znalazłam) .. Ale jeśli ktoś z was znalazł to u nas, dajcie znać! :)


Edit
Znalazłam całą serię na ekobieca.pl
Co powiecie na zakupy w internecie?


piątek, 20 marca 2015

Moja włosowa historia :)

Witam :)
Chciałabym opowiedzieć o mojej pielęgnacji włosów. Myślę, że nie ma się jeszcze czym chwalić, ale chciałabym aby te wpisy posłużyły mi jako porównanie efektów dzisiejszych z przyszłymi  (oby lepszymi!).

Na wstępie powiem, że moje włosy są cieniutkie, słabiutkie i wypadają garściami (niestety więcej niż te 100 dziennie.. dużo więcej. ..). Nie prostuje ich  (używanie prostownicy dosłownie raz na rok), susze suszarką co drugi dzień (ciepły, ale nie gorący nawiew, na koniec zimny. Nie mogę sobie pozwolić na suszenie tylko zimnym albo zostawienie do wyschnięcia, bo skończy się na przeziębieniu :/).

Lubię je kręcić,  ale denerwuje się strasznie przy tym więc tego nie robię :( po za tym efekt i tak utrzymuje się koło godziny...
Jeśli chodzi o porowatość to trudno mi ją określić, ale wydaje mi się, że są średnioporowate.
Farbowałam je tylko dwa razy, pianką Palette, kilka lat temu.
Największy grzech to chyba tapirowanie i lakierowanie.. Cóż.. normalnie nie tapiruję.. ale czasem są tak męczone przez ok. miesiąc.. dzień w dzień.. a później dochodzą do siebie..

Zacznijmy od czasu, gdy byłam mniejsza od misia ;3
Urodziłam się wyglądając trochę jak nie typowa Polka.. długie czarne włoski, czarne oczy i skóra też do bladych nie należała  :3 szkoda, że karnacja się nie utrzymała, szybko stałam się dość.. blada :(
Ale co do włosków, jako dziecko nie byłam zaprowadzana często do fryzjera, końcówki były podcinane, ale nie jakoś bardzo często.  Ładnie sobie rosły :) pamiętam, że używałam takiego fajowego słodkiego szamponu z schaumy dla dzieci :3 bardzo go lubiłam :)
Ale gdy poszłam juz do szkoły, przeszłam na "normalne" szampony. To w końcu takie dorosłe :3 Mamuś nauczyła mnie, że po każdym myciu szamponem trzeba odżywkę nałożyć.  No i tak robiłam. W podstawówce (tak do IV klasy) miałam włosy tak mniej wiecej do łokci, może nawet trochę dłuższe :)
Mamuś lubiła mi karbować włosy, nauczyła jak suszyć włosy samej suszarką i modelować szczotką. Mimo wszystko nie miałam z nimi żadnych problemów :) dziwiłam się koleżance, że narzeka na rozdwojone końcówki (jak można doprowadzić je do takiego stanu? To wgl możliwe?  Co trzeba robić żeby zniszczyć końcówki? ) No jakoś nie mogłam zrozumieć, że można mieć zniszczone końcówki.
Potem ścięłam włosy do ramion.

Na początku fajnie, zmiana. Ale potem żałowałam :(
I muszę powiedzieć, że już nigdy nie udało mi się osiągnąć poprzedniej długości. Włoski podrosły, D. ścięła. Pocieniowała. Fajnie :) super się układały i wgl. Cud, miód i orzeszki.
I tak były sobie zdrowe.. do ostatniej klasy gimnazjum. I nagle zniszczone końcówki. No jak to? Przecież dbam o nie. Tak samo jak zwykle. No co jest? Do tej pory się nie dowiedziałam "co jest" bo nadal mam ten problem.. a mam już prawie 21 lat..
Ale ale, włoski są już do ok. końca łopatek. Supcio :)
Z końcówkami jednak trzeba coś zrobić... żadne ścięcia, jedwaby, olejki nie pomagały. O przestaniu suszenia suszarka nie ma mowy, bo wtedy ich stan jest jeszcze gorszy :p
Całe liceum jakoś minęło razem z rozdwojonymi końcówkami.
No dobra. Czas na studia. Tak! Udało się! Jest kierunek jaki chciałam! I na tym kierunku spotkałam koleżankę. Zawsze chwalę czyjeś włosy jeśli są śliczne no i koleżance też pochwaliłam. Opowiedziała mi o blogu Anwen i wgl. No oke. Zaczęłam czytać.  Tyle było informacji że nie wiedziałam od czego zacząć. Zaczęłam od olejów.
Na początek kokosowy. Efekt generalnie ok. Po myciu słyszę, że są śliczne i wgl.. ale to krótkotrwały efekt. Ale i tak lubię ten olej.
W między czasie dostałam TT. Super się spisywał :) ale na początku.. po roku używania już nie używam,  ale to innym razem.
Baby dream. Byłam jakoś sceptycznie do niego nastawiona od początku. W końcu koleżanka mnie przekonała.
Ale miałam racje :( więcej na pewno go nie kupię, włosy po nim były w tragicznym stanie. Ich stan poprawił się szybko po odstawieniu szamponu.
Znalazłam w drogerii szampony firmy Green Pharmacy. Nie mają SLS, ale mają jego bliskiego kuzyna. W każdym razie moje włosy bardzo się z nim polubiły. Z tej samej firmy mam też balsam do włosów, eliksir  (bajeczna nazwa :3), jedwab i olejek łopianowy.
Niestety szampon ten nie radzi sobie z umyciem włosów po olejowaniu. Dlatego musiałam kupić coś mocniejszego. Przed moim wlosomaniactwem używałam różnych szamponów, rzadko wracałam do poprzedniego, zawsze jakiś inny. Jednak moimi ulubionymi są szampony Pantene (tak, wiem. "Bomba" chemiczna dla włosów). Właśnie po tym stwierdziłam, że moim włosów to w sumie Sls w niczym nie przeszkadza.. także po skończeniu buteleczki z GP stosowałam sam Pantene i włoski nadal były  ładne.
Ale dostałam coś z UK. Szampon, odżywkę i olejek na końcówki. Argan Oil (napisze o nich w innym poście). Są made in china, ale efekt po nich... no cudo. Nie mogłam przestać chwilami głaskać włosów :) niestety zaraz się skończą, a tu nie są dostępne...

Parę dni temu kupiłam maski Kallos Omega i Keratin. Zobaczymy jak się sprawdzą. :)


Włoski po masce omega:




czwartek, 19 marca 2015

Moje kremy do rąk :)

Moje dłonie wołają o krem do rąk dosłownie co chwilę. Nie dość, że są suche same z siebie, to jeszcze wykończone płynem do dezynfekcji rąk, którego muszę używać kilka razy dziennie, na zajęciach. Co prawda, na oddziale jest specjalny płyn odpowiedni do stosowania w szpitalu, ale zauważyłam, że moja skóra źle na niego reaguje. Więc zostaje mi smarowanie dłoni jak tylko przyjdzie przerwa. Po skończeniu zajęć, kremu używam jeszcze mnóstwo razy... Zauważyłam też, że nie ma znaczenia jakiej firmy kremu użyję. Jakikolwiek by nie był, i tak trzeba często go stosować. Wymienię kilka, których używałam.

1. Neutrogena.
Jeden z moich ulubionych.  Skoncentrowana formuła nawilża dłonie, szybko się wchłania. Jednak ze względu na cenę postanowiłam spróbować innych.... po czym... wróciłam do niego :) to wybawienie :)


2. Nivea. Błyskawiczne nawilżenie.
Jak dla mnie zbyt długo się wchłania. Dłonie są mile w dotyku, ale zrezygnowałam z niego właśnie przez to, że długo musiałam czekać do wchłonięcia. To go niestety dyskwalifikuje.



3. Green Pharmacy.
Mam z tej firmy dwa kremy. Aloes i jaskółcze ziele. Oba spisują się znakomicie. Ładnie nawilżają, przyjemny zapach. Dość szybko się wchłaniają. Nie do wiary, że kupiłam je po ok. 2 zł w promocji! (Cena regularna 4-5 zł, więc też nie wiele :) )
Również należą do ulubionych.



4. Naturalny krem oliwkowy. Ziaja.
Tak, ten do twarzy. Jest bardzo tłusty, dlatego używam go na noc. Rano dłonie są bardzo przyjemne, chociaż i tak przed wyjściem na zajęcia muszę jeszcze użyć kremu. Ale tak już jest...



Raz, gdy zapomniałam wziąć swojego kremu, koleżanka użyczyła mi własnego. Z Ziaji. I muszę przyznać,  że pierwsze wrażenie było cudowne :) Myślę, że będzie to kolejny krem jaki kupię. Chociaż i tak Neutrogena i GP są dla mnie najlepsze :)
D.

czwartek, 5 marca 2015

Słyszałam, że lubelskie pielęgniarki planują strajk.
Dlaczego?
Przez zły system i słabe zarobki.
I dobrze. Niech strajkują.  Niech próbują coś zmienić.
Bo czy normalne jest, że na dyżurze są dwie pielęgniarki? Nie. To nie jest normalne. To jest niebezpieczne. W jaki sposób dwie pielęgniarki mają ogarnąć cały oddział?  Na którym jest 30-60 pacjentów, zależy od oddziału. Oczywiście zdarza się, że na oddziałach jest więcej pielęgniarek.  Ale większości placówek na to nie stać.
Większość ludzi uważa pracę pielęgniarki za łatwą i przyjemną. Dziwią się na wiadomość o strajkach. Bo po co mają walczyć o swoje? Dobrze zarabiają i tylko piją kawę...
Serio? Naprawdę nikt z pacjentów i rodziny nie widzi jak to wygląda?
Moje zajęcia na oddziale trwają od 7 do 14:30. W tym czasie rzadko widzę, alby pielęgniarka miała chwile żeby usiąść i tę kawę wypić...
Trzeba zrobić zlecenia. Sporo.
Zmierzyć parametry. Niby proste, ale czas poświęcić na to trzeba.
Przy pacjentach w cięższym stanie wykonać toaletę pacjenta. W dwie osoby. W podręczniku jest napisane, że jedna pielęgniarka może unieść 16,6 kg. Proszę sobie sobie wyobrazić pracę 1-2 pielęgniarek przy pacjencie ważącym 80-100 kg, który nie jest w stanie się sam podnieść. A trzeba go umyć. Trzeba zmienić pozycję co 2 godziny (swoją drogą, jak przy takiej ilości personelu i pacjentów zmienić każdemu pozycję pacjentów co 2 godziny przy natłoku innych zajęć?). Trzeba przenieść go na wózek, inne łóżko (dzięki Bogu za rehabilitantów i coraz więcej pielęgniarzy!).
Nawet karmienie czasem zajmuje dużo czasu.
Trzeba jeszcze przyjąć nowych pacjentów i wypełnić tony dokumentacji.
Aaa, jeszcze ktoś musi zamówić leki, sprawdzić datę leków, wykonać opatrunki, edukować pacjenta i rodzinę.
Mam wrażenie,  że nie wypisałam wszystkich obowiązków pielęgniarki...
Pamiętajmy o tym, że gdy jedna z pielęgniarek zawiezie pacjenta na badania, to na oddziale zostaje już tylko jedna pielęgniarka.
Płaca średnio wynosi 1300-2000 zł.  Zdarza się, że więcej. Zależy od szpitala i kwalifikacji.  Ale często pielęgniarka z kilkoma kursami zarabia niewiele...
wypowiadający się w internecie lekarze lub studenci lekarskiego twierdzą, że bez pielęgniarek doskonale by sobie poradzili. No nie wiem... z to pielęgniarka ma najlepszy kontakt z pacjentem i najwięcej o nim wie. Jeśli dzieje się coś złego,  ona pierwsza wie i informuje lekarza. Wiele pielęgniarek posiada wiedzę porównywalną do wiedzy lekarza...
Każda pielęgniarka czuwa tez nad zleceniami lekarza, nikt nie jest nieomylny a pielęgniarka czasem wskaże błąd lekarzowi, np. przy obliczaniu dawki leku dla pacjenta. Zdarza się.  Może nie często, ale jednak.
Doceńcie pracę pielęgniarek.
Naprawdę robią wszystko by dbać o pacjentów jak najlepiej. Są wyjątki, jak wszędzie, ale nie generalizujmy.
Niedługo zabraknie pielęgniarek,  ponieważ obecne odejdą na emeryturę a dla młodych warunki pracy nie są tak atrakcyjne jak np. za granicą. Jeśli teraz pielęgniarki mogą coś zmienić by było lepiej, niech zmieniają. Niech chociaż spróbują.
D.

Sylveco. Pielęgnacja twarzy

Dostałam prezent. Na Dzień Kobiet ^^
Prezent składał się m.in. z rumiankowego żelu do twarzy Sylveco.
Skład żelu jest jak dla mnie cudowny. Po pierwsze, nie ma SLS. Ma słabsze detergenty, ale jak dla mnie, musi mieć. Chciałam wypróbować coś bez SLS i proszę - mam! :)
Pierwsze wrażenie?
Zalety: jest bardzo delikatny. To po prostu czuć
 Delikatnie się pieni, wystarczająco żeby oczyścić twarz. A skóra... jest taka delikatna.. no cudo. Ale nie ma co chwalić narazie, produkt dopiero zaczęłam używać, wiec jak działa naprawdę dowiemy się po jakimś czasie.

Wady? Zapach. Lubie zapach naturalnych kosmetyków, ale ten mi zupełnie nie odpowiada. Ale myślę, że przyzwyczaję się do niego  po kilku dniach.